2000 kilometrów przez Niemcy 2010
Nie jest to jak dawniej brutalny rajd samochodów i motocykli, który w założeniach twórców miał wyłonić pojazdy najbardziej nadające się dla armii. Reaktywowany 20 lat temu rajd "2000 km durch Deutschland" jest imprezą dla weteranów i klasyków podzielonych na klasy według regulaminu FIVA. Jest wspaniałą okazją do spotkania właścicieli i wielbicieli klasycznej motoryzacji, oraz do promowania marek samochodowych i motocyklowych poprzez ich historię. W ubiegłych latach można było podziwiać na trasie takie perełki jak np. pierwszego i ostatniego VW Garbusa, motocykle Hortex itp. Co roku rajd na regularność jazdy rozgrywany jest na innej trasie. Wiadomo jedynie, że jej długość będzie miała 2000 km na terytorium Niemiec.
W tym roku trasę podzielono na sześć etapów. Start i metę zlokalizowano w Hanowerze. Zawodnicy przejeżdżali przez takie miasta jak Hagen, Bremę, Hamburg, Rostock, Cottbus i Halle. Po drodze prezentowali swoje pojazdy w znanych uzdrowiskach takich jak Waren lub Lubbenau oraz miejscach tak świętych dla światowej motoryzacji jak Autostadt.
Impreza rozpoczęła się 10 lipca. Na trasę wyruszyło ok. 50 pojazdów podzielonych na grupy wiekowe. Jak to często bywa w podobnych imprezach najmniej liczne były pojazdy najstarsze. W klasie Weteran nikt się nie zgłosił, a w Vintage przepiękny Hanomag Kommisbrot z 1927 roku i Ford A z 1929. W młodszych wiekowo kategoriach wyruszyły na trasę m.in. Horch 750 B x 1936, Buick Special 8 z 1938, Jaguary XK 120 i 140 oraz MKV DHC, Triumphy TR 3, TR 250 i Spitfire, Ford Mustang i rajdowy Eskort, odkryte Alfy Romeo, Ople kapitan i Rally Kadett oraz cała plejada Porsche od modelu 356 po 928. Jechały również wiekowe autobusy: Setra i Blitz Opla oraz motocykle, a wśród nich rzadka BMW R 400. Wśród kierowców obok Niemców, Amerykanie, Szwajcarzy i Holendrzy. Tegoroczny upalny rajd to raj dla oczu i serca fana klasyki. Impreza znacznie bardziej kameralna niż słynna Mille Miglia i poprowadzona blisko polskiej granicy. Gdy piszę te słowa rajd jeszcze trwa. Nam nie chodzi jednak o zwycięzcę jazdy na regularność. Podziwiamy hart ducha zawodników, którzy po zatłoczonych niemieckich drogach usiłują zdążyć na punkty kontrolne w samochodach, które nie tylko gorzej hamują i skręcają od współczesnych, nie wspominając o klimatyzacji ale na domiar wszystkiego często są odbudowane kosztem wielkich wyrzeczeń a mimo to zawodne. Gdy pędziliśmy aby zdążyć przed zawodnikami do miejscowości Lubben trafiliśmy na korek, u czoła którego migało mrowie niebieskich świateł. Gdy dojechaliśmy w końcu do miejsca wypadku zobaczyliśmy Hanomaga 1927 wbitego w przydrożne drzewo. Cale szczęście, że ten dawny samochód popularny o pojemności zaledwie 502 ccm i mocy 10 KM nie mógł jechać szybciej niż 60 km/h. Z drugiej strony nastąpił moment zawahania i chęć powrotu do domu. Autko było czymś najważniejszym w życiu Steffena Pisoni i Reinharda Kocha z Mannheim. Miejmy nadzieje, że zawodnicy powrócą do zdrowia i odbudują po raz drugi tę fascynującą maszynę.
Komentarze
| 24 lipca 2010 19:42 |
#1
![]() |
|
Rysiu, dla fachowcow samochodziarzy i fanów motoryzacji zapewne liczą się opisy tych attrakcyjnych salonów, pokazów, itp, ale chyba tylko bardzo nieliczy wiedzą, w tym niżej podpisany, w jaki spósb, czym, i w jakich okolicznościach do tych różnych miejsc docierałeś. Napisz o tym jak to na pewną imprezę we Włoszech jechałeś, wraz z żoną Lucyną, motocyklem, pokonując po drodze Alpy.
|

