37 niby zimowy Winter Treffen schloss Augustusburg
Czy warto jechać na zimowy zlot do krainy emzetki i Simsona? Szczególnie, że zimy nie widać a nasze maszyny nie są stworzone do rycia w błocie-myślałem gdy generał gorzowskiego zakonu motocyklowego Night Rider Parys Paikert zaproponował wyjazd do Augustusburga. -Z motocyklami damy sobie spokój, pojedziemy busem- stwierdził kilka dni przed wyjazdem. OK., za karę nie kupię sobie plakietki-odparłem. Świtem 13 stycznia mijaliśmy Drezdno i Chemnitz pilnie rozglądając się za motocyklami. Pierwsze pojawiły się na krętych saskich drogach tuż przed celem podróży. Gdy na horyzoncie pojawił się zamek kręta szosa zapełniła się jednośladami. Drogą prowadzącą do pięknej renesansowej budowli, w której często bywał August Mocny, trudno było przejść pomiędzy ciągle wjeżdżającymi maszynami. Na bramce pierwszy szok. Wjazd kosztował jedyne 3 euro. Zanim dotarliśmy na zlotowisko odwiedziliśmy rozłożony u podnóża zamkowej góry bazar. Raj dla wielbicieli niemieckich motocykli. Stragany pełne części do wszystkich modeli MZ i Simsona. Fragmenty maszyn DKW, Victoria i wielu innych. Gdy zobaczyłem znak fabryczny przedwojennego giganta motoryzacyjnego wytwarzającego w Szczecinie rowery, motocykle, auta osobowe, ciężarówki i autobusy drżącą ręką sięgnąłem do swoich skromnych zasobów finansowych. Śladów motocykli Stoewera bezskutecznie szukam od kilku lat po całej Europie, ale to już zupełnie inna historia.
Kraina MZ
Prawdziwa impreza trwała na zamkowych dziedzińcach. Marki motocykli, na których przybyli Bikerzy przyprawiały o zawrót głowy. Piękna Victoria, Imperia, Nimbus i równie wiekowy pomalowany pędzlem Scott sąsiadowały z radzieckimi zaprzęgami i ich oryginalnymi braćmi z Bawarii. Obok nieskazitelnie utrzymanych japończyków parkowały indyjskie Royal Enfieldy i traje przygotowane do zimowych imprez. Na niektórych porozkładano barki z piwem, różne dziwne, nie wiadomo do czego służące sprzęty. Nie zabrakło wanny z gorącą wodą i zapraszającą do kąpieli gumową kaczuszką. Wszystko to jak rodzynki w cieście zbudowanym z emzetek, Simsonów i BMW. W różnych miejscach rozlokowano ekspozycje najnowszych maszyn MZ, BMW i Triumpha. W zlotowym tłumie dominował oczywiście język niemiecki, słychać również było czeski, polski, francuski i angielski. Nas zauroczyły również ceny. W każdym z wielu punktów gastronomicznych najdroższa potrawa kosztowała niewiele powyżej 3 euro. Wjazd i wyżywienie tańsze niż na wielu polskich zlotach. Uwagę zwracała też niezwykle dyskretna ochrona policji wyposażonej oprócz samochodów i motocykli w helikopter.
Podróż w czasie
Zmęczeni tłumem udaliśmy się do muzeum, które jeszcze w 1990 roku specjalizowało się głównie w ekspozycji motocykli dwusuwowych.Tuż przy wejściu stał pięknie podświetlony zaprzęg OD z lat dwudziestych. Maszyna Willy Ostnera z Drezna wyposażona była widlasty silnik MAG i pomalowana w modny niegdyś motyw tulipana. Firma budowała zbyt dobre i drogie maszyny aby przetrwać wielki kryzys. Marka przypomina, że Augustusburg leży pomiędzy Chemnitz, Zschoppau, Dreznem, Zwickau i Suhl. W środku dawnego zagłębia motocyklowego Europy. Eksponaty z kolejnych sal zapierały dech. Replika czterokołowca Daimlera, Hildebrand und Wolfmuller, Laurin Klement, Mars, Mauser i niesamowita Megola z lotniczym silnikiem gwiaździstym w przednim kole. Jej konstruktor Fritz Cockerell budował również inne dziwne maszyny napędzane np. czterocylindrowym dwusuwem o poj. 200 ccm. Diamanty, Victorie, Ardie, Bohmerlandy,Schuttoffy i niesamowity, francuski Anzani przystosowany do wyścigów kolarskich to maszyny, z których kazda zasługuje co najmniej na książkę. Podobnie jak założona przez Duńczyka Jorgensa Skafte Rasmussena DKW, której miała siedzibę w pobliskim Zschoppau. Dokładnie tam gdzie swą powojenną historię zaczęła MZ. Właśnie firma z NRD jako pierwsza na świecie osiągnęła 200 KM z 1 l pojemności skokowej. Pomogły w tym osiągnięcia DKW i geniusz Waltera Kaadena. Gdy w 1961 czołowy zawodnik MZ Ernst Degner odszedł do Suzuki rozpoczął się rozkwit japońskich dwusuwów. Dzięki ekspozycji można było zdać sobie sprawę, że w Saksonii powstawały najszybsze maszyny świata. Tu narodził się Auto Union z ryczącymi DKW i monstrualnymi autami wyścigowymi. Z Chemnitz też wywodził się Bernt Rosemeyer, który przypłacił życiem próbę bicia rekordu szybkości na autostradzie Frankfurt Darmstadt. W zamkowych salach można było oglądać różne rozwiązania techniczne. Była rekordowa MZ 125, które w 1956 roku przekroczyła 150 km/h jak i Simson AWO z wałkami rozrządu w głowicy. Nie brakowało najważniejszych marek świata. W kąciku brytyjskim stały: Matchles, BSA, AJS, praojciec skuterów Ner a Car i dwukołowy Rolls Royce - Brought Superior. Nieco dalej Harleye i Indiany. Gdzieś w kąciku drzemała desantowa motorynka Excelsiora. W sumie ponad 150 maszyn nie licząc silników i wyposażenia dawnych stacji paliw. W muzealnym sklepiku obok pięknych współczesnych wydawnictw można było nabyć za kilkadziesiąt centów mały przewodniczek wydany jeszcze w czasach NRD. Po historycznych uniesieniach znowu pogrążyliśmy się w zlotowym tłumie. Komu znudziła się kapela folkowa mógł zajrzeć do namiotu, w który dominował klasyczny rock i przy piwie lub grzanym winie pogrążyć się w dyskusjach o przemijaniu. Zapadała noc. Przed namiotami dymiły kociołki i grille a my zbieraliśmy się do wyjazdu. Według ostrożnych ocen organizatorów na 37 Wintertreffen przybyło 12 tys. osób i 4 tys. motocykli.
Ryszard Romanowski