Jan Wnęk pierwszy awiator
W kostrukcjach lotniczych byliśmy potęgą, szczególnie w okresie międzywojennym. Jednakże światowa historia lotnictwa nie wymienia żadnego z Polaków wśród tych, którzy pierwsi wznieśli się w przestworza. Rekomendowane przez większość organizacji lotniczych muzeum Otto Lilienthala oddalone o pół godziny drogi od polskiej granicy w meklemburskim Anklam eksponuje modele najstarszych koncepcji statków powietrznych, urządzenia interaktywne i zabytkowe fragmenty szybowców. Nie wspomina się tam jednak ani słowem o polskim pionierze, być może pierwszym człowieku na świecie, który na skonstruowanym własnoręcznie szybowcu wzniósł się w powietrze i pokonał odległość około 2 km. Na następców musiał czekać prawie pół wieku. Uważany za pierwszego szybownika Lilienthal nigdy nie przekroczył granicy 400 m.
Postać Jana Wnęka znana jest bardziej miłośnikom sztuki ludowej niż lotnictwa. Urodził się 28 sierpnia 1828 roku na ziemi tarnowskiej we wsi Tarczówka nieopodal Żabna i Odporyszowa w rodzinie chłopa pańszczyźnianego. W tych latach nie było obywateli polskich i zaborcom zbytnio nie zależało aby Polacy dokonywali więcej od nich w jakichkolwiek dziedzinach wiedzy. W dodatku niepiśmienny chłop nie miał żadnej tzw. siły przebicia wśród teoretyków latania. Być może nikt nigdy nie usłyszałby o zdolnym cieśli Wnęku gdyby nie żabieński proboszcz.
Zielone Świątki
Ksiądz Stanisław Morgenstern powrócił z podróży do Italii i postanowił urządzić kościół w Odporyszowie bardzo efektownie. Słyszał o talentach prostego cieśli i w 1850 roku zawiózł go do Krakowa aby pokazać kościół Mariacki i ołtarz Wita Stwosza. Talent Wnęka przekroczył chyba oczekiwania proboszcza bo efektem podróży było około 300 rzeźb z lipowego drewna. Kościół stawał się coraz piękniejszy, powstały znane w całej okolicy stacje drogi krzyżowej i rosła grupa zawistnych. Szczególnie niechętni wiejskiemu samoukowi byli snycerze zrzeszeni w cechach. Prosty chłop nigdy do cechu nie mógłby być przyjęty. Dochodziło do awantur w karczmie i intryg. Podobno szczególnie na nie podatny był pomocnik Wnęka, malujący jego rzeźby Michał Sowiński z Dąbrowy Tarnowskiej. Wiejskiego mistrza i jego mecenasa proboszcza trudno było jednak ruszyć.
Wnęk od najmłodszych lat obserwował ptaki i marzył o lataniu. W tych czasach nie był wyjątkiem. Pewnego dnia znalazł martwą kaczkę i spędził kilka godzin analizując budowę jej skrzydeł. Zaczął również przygotowywać drewno ze specjalnie wybranych jesionów. Maszyna latająca z drewna obciągniętego płótnem lnianym zaimpregnowanym specjalnie dobranym, również lnianym olejem, została zademonstrowana w Zielone Świątki 1866 roku. Wnęk stanął na specjalnie zbudowanym pomoście u szczytu 45 metrowej kościelnej wieży. Pomocnik Sowiński pomógł mu zainstalować się w latającej konstrukcji, mocując m.in. linki do nóg, których zadaniem było uginanie końcówek płatów. Ten sposób sterowania używany był jeszcze w początkach XX wieku.
Przy niesamowitym aplauzie odpustowej publiczności pierwszy lotnik poszybował. Tłum ruszył za nim z niemal 50 metrowego kościelnego wzgórza aby odnaleźć śmiałka całego i zdrowego w odległości ponad dwóch kilometrów od kościoła. Donosił o tym Kalendarz Krakowski na rok 1867.
Powróćmy na chwilę do Anklam, gdzie wyeksponowane są podobne, znacznie późniejsze konstrukcje Lilienthala. Można spróbować zainstalować się w uprząż. Wrażenie jest niesamowite a ręce i nogi zaczynają odmawiać posłuszeństwa po kilkudziesięciu sekundach. Być może konstrukcja Wnęka była bardziej przemyślana i ergonomiczna. Mierząc się z projektem Niemca można również dojść do wniosku, że liczne projekty tzw. ornitopterów powstające w XIX stuleciu, również były nierealne. Poruszanie skrzydłami podobnej maszyny przerastałoby możliwości nawet współczesnych strongmenów.
Żeby nie świstały
Spisane opowieści świadków lotów Wnęka mówią jeszcze o innych rzeczach nie spotykanej w tej epoce. Po ponad półwieczu Bleriot sprzedawał licencje rysując kredą kształty płatów i kadłuba na podłodze hangaru. Tymczasem niepiśmienny chłop podszedł do sprawy profesjonalnie. Nie ulega wątpliwości, ze przed pierwszym pokazem testował swoje ,,lota?? . Tak bowiem nazywał latającą maszynę. Według przekazanej przez prof. Tadeusza Seweryna dyrektora Muzeum Etnograficznego w Krakowie rozmowy z wnukiem Wnęka pierwszy lot odbył się w 1866 roku, w porze żniw.
Pierwszą asystentką była żona Marianna lub Ludwika z domu Ciomborówna. Różne źródła podają różne imiona. Być może nosiła dwa a używała jeno z nich. Żona pomagała operować studziennym żurawiem, na którego końcu zamocowane były ,,lota??. W mirę jak zaczynały ,,świstać?? mistrz korygował ich profil. Kolejne testy prowadzono przy pomocy kieratu. Napędzające go konie rozpędzano do takiej prędkości żeby skrzydła ,,świstały??.
Odporyszów stał się sławny nie tylko za sprawą cudami słynącej Najświętszej Panienki ale i pokazów lotniczych. Proboszcz i cieśla działali tak jak firmy w latach dwudziestych znane chociażby z filmu Wielki Waldo Peper. Loty odbywały się z okazji świąt i jarmarków a ich ilości i zasięgu nie sposób ustalić.
Wszystko skończyło się w Zielone Świątki 20 czerwca 1869 roku. Podobno zazdrosny Sowiński ponacinał uprząż. W każdym razie już podczas lotu pourywały się rzemienie mocujące pilota, który spadł na ziemię. Wskutek odniesionych obrażeń zmarł 10 lipca.
Z biegiem lat zatarła się pamięć o polskim awiatorze. Z braku jakiejkolwiek dokumentacji trudno odtworzyć ,,lota??. Zapewne w ogólnym zarysie były podobne do projektów Lilienthala. Dobrze, że zostało trochę literatury. Zostały też rzeźby. Może ze względu na przytoczoną historię skrzydła lipowych aniołów z Odporyszowa wydają się jakieś inne i bardziej realistyczne niż gdziekolwiek indziej.
Jan Wnęk wnikliwie obserwował ptaki, poznawał materiały i eksperymentował. W jego i znacznie późniejszych czasach pionierzy lotnictwa bardziej koncentrowali się na uczonych dysputach i papierowych, nigdy nie realizowanych projektach.
Ponadto pierwsze próby lotów Otto Lilienthala utrwalane były przez pioniera filmu i fotografii Ottomara Anschutza, notabene urodzonego w Lesznie. Szeroko rozpisywała się także europejska prasa..
Wyczyny Wnęka przykryła ówczesna lokalność. Być może w połowie XIX wieku niektóre elity i media znudzone były szaleńcami śniącymi o lataniu, którzy na dziwnych aparatach skakali z wież i górek od razu ulegając prawu powszechnej grawitacji. O ile Lilenthal zyskał sławę i uznanie, to jego rodak z Pomorza Siegfried Marcus znany jest głownie fachowcom. Nie wielu pamięta, że stworzył on pierwszy jeżdżący samochód zasilany benzyną a do tego z okrągłą kierownicą i niezłymi hamulcami. Zbudował go w Wiedniu gdzie policja zabroniła jazdy samochodem po ulicach miasta, a co najgorsze był pochodzenia żydowskiego..
Jan Wnęk i proboszcz Morgenstern nie wykorzystali sukcesu. Być może nadejdzie chwila, że polski Ikar zajmie należne miejsce w historii światowego lotnictwa.
Ryszard Romanowski
Bibliografia
1. Aleksander Minorski, Ikar znad Dunajca, Nasza Księgarnia 1970
2. David Simons Thomas Withington, Historia Lotnictwa, Paragon 2008
3. www.dziecidodzieci.republika.pl Piotr Kulawik Bohater
4. www.zgapa.pl